redukcjonizm 2010-12-25 19:56:36

Gdy myślę o człowieku jako gatunku, stwierdzam, że ewolucja ‘popełniła’ gdzieś straszliwy błąd – wyposażyła nas w taki mózg, takie hormony, które są w stanie wywoływać w nas wrażenia emocji. Z początku może się ten mechanizm na coś przydawał, jednakże teraz jest źródłem ludzkiej samodestrukcji, służy niemalże niczemu. Przez nienawiść, żal, uprzedzenia potrafimy zabijać, ranić siebie nawzajem; poprzez tęsknotę, miłość, nadzieję niszczymy powoli samych siebie.

Często nawet pojawiają się we mnie wątpliwości samej natury moich uczuć. Czy złość jest faktycznie złością, a może po prostu głębokim smutkiem? Czy to jest miłość, a może zwyczajne przywiązanie (przyzwyczajenie)? Gdyby zastanowić się nad tym głębiej, okazałoby się, że nawet nie jesteśmy świadomi tego, co nami kieruje.

Jako że jesteśmy zwierzętami społecznymi, nieszczęśliwie się złożyło, że nasze emocje rzadko istnieją same dla siebie, zwykle jednak są powodowane przez inne osoby, do nich kierowane. Zazwyczaj zachodzi tu proces całkiem prymitywny – ktoś daje nam coś, czego chcemy, co nam się podoba – zaczyna budzić szereg pozytywnych uczuć; ktoś nas rani, zachowuje się w sposób przejawiający nieprzyjazne zamiary – staje się przedmiotem emocji negatywnych. Oczywiście gdyby to zatrzymywało się na tym poziomie, życie zapewne byłoby o niebo prostsze. Jednak człowiek obdarzony zdolnością do abstrakcyjnego myślenia potrafi też tworzyć iluzje. Takie ‘wewnętrzne halucynacje’  zwykle nabierają kształtów zaczerpniętych ze środowiska, kultury, poczucia braku czegoś i  zwykle działają całkiem sprawnie, są tak łudząco rzeczywiste, że ciężko w nie nie uwierzyć – postrzegamy je jako prawdę i tu rozpoczyna się morze ludzkich nieszczęść. Szanujemy ludzi zasługujących na pogardę, nienawidzimy tych, którzy na nienawiść niczym sobie nie zasłużyli, kochamy kompletnie bez sensu.

Tak, właśnie miłość wydaje się być najbardziej absurdalnym z uczuć. Nie potrafimy jej kontrolować na tyle żeby nie była powodem bólu, nie potrafimy także odnaleźć jej przyczyn. Mimo to, siedzi w naszych głowach, jakby była chorobą genetyczną, którą musi przejść prawie każdy człowiek na świecie. Jest tak niepokojąco silna i stereotypowa, że odnoszę wrażenie jakby była tylko i wyłącznie wytworem naszej kultury, człowieczej wyobraźni. Czcimy ją wciąż, jak kiedyś czczono drzewo uderzone błyskawicą, tylko dlatego, bo nikt nie rozumiał co się właściwie stało. Ale teraz pomyślmy, ile z osób, które chcą się wyrzec miłości faktycznie to robią? Ile z nas jest w stanie zrezygnować z potoków endorfiny i oksytocyny, nawet ze świadomością ile te uczucie potrafi przysporzyć cierpienia. Nie zważając, że ja to wszystko wiem, nie umiem zacząć myśleć racjonalnie i odciąć się od tego stanu. To jest  naturalny narkotyk, a ja się od niego fizycznie uzależniłam. I nikomu się do tego nie przyznam…

 Druga strona medalu – uczucia jakich oczekujemy od  innych. Następna rzecz, która jak nic innego potrafi nas niszczyć od środka – oczekiwania oraz nadzieje względem ludzi. Temat, na który każdy potrafiłby się wypowiedzieć (mniej lub bardziej emocjonalnie). Jednocześnie tak niewdzięczny, jak mało który. Przepełniony goryczą i żalem, wyjątkowo bolesny dla większości, wyjątkowo bolesny dla mnie. Skończony.

Ale znów – czy jest to tylko pragnienie odwzajemnienia uczuć czy może tęsknota za czyjąś stałą obecnością? A może po prostu odzywa się echem literacki motyw niespełnionej miłości. Albo poczucie uciążliwej samotności, która jest absolutnie niemodna. Najbardziej prawdopodobne jest raczej nietrafione zauroczenie, które z czasem samo przejdzie. Jeżeli się mu na to pozwoli.

Może więc powinnam dojść do wniosku, że wykształciliśmy w sobie emocje tylko po to, żeby przez nie zniknąć wreszcie z powierzchni ziemi. Bawiąc się nimi, poddając się nim, czerpiąc z nich przyjemność lub ból, nieświadomie marnujemy nasze istnienie i uprzykrzamy sobie życie. Jesteśmy bardzo, bardzo słabi.

skomentuj (2)

kobiecy punkt widzenia w kilku cytatach 2010-10-31 01:24:39

Dziś zostałam zainspirowana do rozważenie tematu kobiecego spojrzenia na rzeczywistość, naszego sposobu myślenia. Temat rzeka. Jako, że wpadło mi w oko kilka świetnych cytatów, wykorzystam je by zrobić choćby krótki, poglądowy wstęp do tego motywu. 

"Żyję w pokoleniu przyzwyczajonym do klimatyzacji w samochodzie i szybkiego seksu. Lubię sok pomarańczowy z wódką i pijam kawę gdy jest mi źle. Noszę sukienki, maluje rzęsy i wmawiam całemu światu, że nie mam serca. Oczekuję od faceta szacunku i tego, że będzie mnie kochał. Generalnie jestem normalna, poza tym, że za Tobą tęsknię."

"Musisz wiedzieć, że ja nie jestem tą, która cierpliwie czeka na Twój telefon. 
Jestem tą, która denerwuje się okropnie, kiedy nie odzywasz się cały dzień. Tą, która każde Twoje słowo tłumaczy sobie na milion różnych sposobów. Tą, która każdą sytuację dokładnie zapamiętuje i przechowuje w sercu już na zawsze. A wszystko to dlatego, że tak cholernie mi na Tobie zależy. 
I strasznie przeraża mnie myśl, że kiedykolwiek mogłabym Cię stracić."


"W każdej kobiecie siedzi dama i dziwka i obie trzeba pielęgnować."

"Nie szukaj ideału. Bo ideałów nie ma. 
Znajdź kogoś, kto zdenerwuje Cie jak nikt inny. 
Kogoś, czyj dotyk sprawi, że odlecisz do innego świata. 
Przy kim nie będziesz chciała udawać nic."


'Pierwsze: "Nie okazuj uczuć", Drugie: "Nie myśl o nim", Trzecie: "Nie czekaj na niego", Czwarte: "Nie zaczynaj rozmowy", Piąte: "Nie wierz mu", Szóste: "Nie chodź za nim", Siódme: "Nie wysyłaj sms-ów", Ósme: "Nie dzwoń", Dziewiąte: "Nie wspominaj", Dziesiąte: "Nie kochaj!!!"'

Wnioski mogą być różnorakie...

Tagi: cytaty

skomentuj (5)

..bo dziś obudziło mnie coś gorszego od lodowatego prysznica czy uderzenia w twarz. 2010-10-30 03:28:38

Ponad rok temu, gdy zakładałam tego bloga, umieściłam u góry tytuł w formie pytania retorycznego – ‘where has all serotonin gone?’. Oczywiście stwierdzenie, że jakimś dziwnym sposobem cała serotonina jaką ‘dysponuję’ ulotniła się, byłoby silnym nadużyciem. Jednak potraktowałam te zapytanie jako swego rodzaju hiperboliczną peryfrazę stanu, w jakim się przez dłuższy czas znajdowałam. Z czasem zdanie to stało się dla mnie symbolem mojej własnej subiektywnej rzeczywistości. Mojego ‘wewnętrznego świata’,  z którego jakiś czas temu udało mi się jako-tako wyrwać. Mimo tej ucieczki, odnoszę wrażenie, że to wciąż jest  mój dom; wracam do niego co jakiś czas, znam go na wylot. Stąd biorą się dwa powody, dla których pragnę go zrozumieć. Pierwszy – bo chcę wiedzieć z jakiego miejsca przychodzę; drugi – ponieważ wypada go poznać zanim na dobre go opuszczę (a na to liczę…).

Osiągnięcie tego szczególnego stanu świadomości jest śmiesznie proste – wystarczy wszystko zacząć sprowadzać do podstaw, do najczystszych, empirycznie obserwowalnych faktów, wręcz do chemii oraz biologii. Takie postrzeganie świata prowadzi prosto do jasnej konkluzji – całe nasze subiektywne patrzenie na świat jest największym fałszem z jakim mamy do czynienia. To, co dociera do naszego umysłu jest przefiltrowane i zniekształcone przez nasze emocje, oczekiwania, humory. Patrząc na to z szerszej perspektywy dostrzegamy coś jeszcze – nasze ciało i psyche zniewalają siebie nawzajem, są jak błędne koło – ani nasz organizm nie potrafi wyzwolić się od uczuć i pragnień, ani nasza, nazwijmy to ‘dusza’ nie jest wolna od reakcji zachodzących choćby w naszym mózgu. Czasem jest to przykre, czasem może pomóc zrozumieć i poradzić sobie z pewnymi niekomfortowymi sytuacjami.

Jako klasyczny przykład można podać coś, z czym ludzie niechętnie się godzą. Ile razy mówimy, że do kogoś się przywiązaliśmy, ktoś jest nam bliski; że ktoś sprawia, że jesteśmy szczęśliwsi. I ile razy przy okazji mamy wrażenie uzależnienia od tej osoby. Jakkolwiek by to nie brzmiało i nieważne jak byśmy się nie czuli, tak naprawdę uzależniamy się od zwiększonej ilości związków chemicznych (w tym serotoniny), które wprawiają nas w błogi nastrój, uśmierzają ból, wyłączają zdrowy rozsądek, sprawiają, że promieniejemy. Do czasu. Bo gdy tej osoby zaczyna brakować okazuje się, że wszystko jest beznamiętne, bezsensowne, puste i przygnębiające. Cóż, pocieszyć  (lub jeszcze bardziej przygnębić…) może fakt, że to zupełnie normalny stan przy nagle zmniejszonym stężeniu serotoniny, endorfiny i można go bardzo łatwo zmienić poprzez znalezienie innych bodźców, które naturalnie zwiększają ich ilość w organizmie – sport, podróż… Nie ma w tym nic trudnego, a tym bardziej głębokiego.

Tak, jest to dość płytkie rozumienie świata. Niektórzy go nie potrzebują, z kolei innym by się przydało – przyjmując je, o wiele prościej zrozumieć, że pewnych procesów nie należy powstrzymywać, że z pewnych toksycznych kontaktów należy rezygnować, że zdolności do czucia nie można stracić; że jeżeli przestaniemy usilnie kontrolować nasze życie, samo potoczy się właściwym biegiem, bo nasza (pod)świadomość sama wie co dla nas najlepsze i mało tego – potrzebuje ryzyka i błędów by się uczyć przez całe życie. Czyli tak, jak człowiek jest do tego zaprogramowany.

Tagi: uczucia, obiektywizm, hormony

skomentuj (0)

komplikacja 2010-10-17 03:47:44

Zbyt słodkie
Za bardzo nieoczekiwane
Za dużo uniesień
Zbyt niepewne
Zbytnio perfekcyjne
Dużo za dużo emocji
Zbyt ciepło
Za gorzko
Zbyt wiele marzeń
Za bardzo skomplikowane
Zbyt piękne
Zbyt wiele lęku
Za bardzo realne
Za dużo obaw
Za wiele czaru
Zbyt niezobowiązujące
Zbyt wiele oczekiwań
Za bardzo sprzeczne
Zbyt fascynujące
Zbyt nieprzewidywalne
Zbytnio odważnie
Zbyt dużo niezrozumienia
Zbyt namiętne
Za wiele domysłów
Za bardzo cudowne
Za bardzo bezmyślnie
Za wiele wspólnego

Można by użyć tych wszystkich słów. Ale łatwiej jest powiedzieć  : idealnie.

skomentuj (0)

ich filozofia 2010-09-22 21:42:37

Dzień się powoli kończył, niebo nabrało tandetnych kolorów różu wpadającego w odblaskowy pomarańcz i aż zbyt niebieskiego błękitu.
- Zachód jak co dzień, a i tak znalazłby się ktoś, kto stwierdziłby, że jest romantyczny. – Jej na wskroś sarkastyczny głos zmroził w miarę spokojną ciszę.
Spojrzał na nią, będąc pewnym, że nie ma sensu pytać skąd te spostrzeżenie. Kontynuowała:
- Nie chciałabym patrzeć codziennie na zachody Słońca z myślą, że kiedyś było to romantyczne, a teraz już nie.
- Co w tym dziwnego? Odnoszę wrażenie, że za bardzo przejmujesz się rzeczami naturalnymi. Wiesz, że to kończy się paranoją?
- Nie przejmuję się… Rozważam, myślę. Czasem łapię się na tym, że zaczynam czuć strach. Zwykle znikomy, nic nie znaczący. Aczkolwiek bywają chwile, kiedy nie jestem w stanie od niego uciec. Ostatnio przyszło mi na myśl, że my, ludzie,  tak bardzo lubimy budować sobie naszą własną piękną rzeczywistość. Umieszczamy w niej wszystkie kolorowe plany, śliczną wyimaginowaną przyszłość, ubarwiamy ją swoimi marzeniami. Ona sobie tak istnieje w naszej głowie, umila nam dzień, czasem pociesza, gdy jesteśmy nie w humorze. I jest wspaniale. Do czasu kiedy zauważamy, że coś nie współgra, coś poszło nie tak; kiedy zdajemy sobie sprawę  z tego, że rzeczywistość nie wygląda do końca tak, jak ją postrzegaliśmy. Wtedy wszystko znika i to, czym żyliśmy tak długo i intensywnie okazuje się tylko fantazją. Zostajemy sami. Bardziej nieszczęśliwi niż kiedykolwiek. – Spojrzała w kolorowe niebo jakby było zasłonięte grubą warstwą burzowych, ciemnych chmur  – Takie myśli mnie paraliżują.
- Myślisz, że tak się stanie?
- Nie. Nie może.

Tagi: strach, dialog

skomentuj (0)

oczekując 2010-09-15 21:10:40

Oczekiwania każdej osoby mówią tak dużo na jej temat. Szczególnie dobrze pokazują czego się obawia. Okazuje się to wtedy, gdy coś idzie nie po naszej myśli, gdy ktoś sprawia nam zawód. Rodzi się frustracja mająca bezpośredni związek z naszą niepewnością, ze strachem przed utratą czegoś ważnego. Biorąc pod uwagę, że oczekiwania względem innych ludzi stanowią bardzo dużą część naszych relacji z nimi, można wywnioskować, że w stosunkach międzyludzkich szukamy złagodzenia naszych lęków.

Jednak paradoksalnie oczekiwania spełnione wcale nie eliminują naszych obaw. Szczególnie wtedy, gdy mamy skłonność do szukania problemów na siłę. Pojawiają się nowe niepokoje, czasem wynikające z pozornie niewinnych sytuacji, innymi razy biorące się z nadinterpretacji lub niezrozumienia. Jedynym tego pozytywem jest fakt, że w tym samym czasie pojawia się w sercu nadzieja, że nasze wyobrażenie o najgorszym się nie spełni. W ten sposób od początkowo obojętnych nam ludzi zaczynamy oczekiwać coraz więcej i więcej; i mniej więcej dlatego stają się coraz ważniejsi dla nas i dla naszego spokoju ducha. Czyż nie w ten sposób rodzą się i rozwijają nasze stosunki z innymi? Zaspokajając nasze emocjonalne i mentalne potrzeby?

I tylko raz na jakiś czas zdarza się, że ktoś będąc po prostu sobą, nie dość, że spełnia nasze oczekiwania, dopełnia nasze wyobrażenie  o szczęściu w sposób jaki nam się nawet nie śnił.

Tagi: nadzieja, oczekiwania

skomentuj (1)

spokój, osobiście 2010-07-28 15:50:45

O czym piszą szczęśliwi ludzie? Osoby, które z minuty na minutę zdały sobie sprawę  z tego, że nie chcą niczego więcej, a to, co się ma nie powieść, nie ma specjalnego znaczenia. Może o spokoju? O harmonii, która brzmi czysto w każdej chwili, która sprawia, że to, co powinno nas martwić jest jakby… obok. Tak, myślę, że spokój to dobry temat. W końcu spędzamy tyle czasu na jego poszukiwaniu, a to z kolei kosztuje nas wiele rozczarowań. A tu nagle, w jednej chwili, okazuje się, że wszystko czego potrzebowaliśmy – po prostu jest na miejscu. To jest ten moment, w którym zdajemy sobie sprawę, że nie musimy nic zmieniać; kiedy tracimy poczucie czasu. Niewiadomo skąd pojawia się pewność, że jest tak, jak ma być, a my ze spokojem godzimy się z rzeczywistością. Myślę, że osoba szczęśliwa tak właśnie by się czuła.

To właśnie ten wewnętrzny spokój, którym obdarza nas szczęście. Przy filiżance dobrej kawy; gdy spoglądamy w niebo; gdy trzymamy w ręku pióro starając się coś napisać; gdy zasypiamy z myślą o uśmiechu, cieplejszym niż letnie Słońce.

skomentuj (0)